SHE-la

SHE-la to nie tylko zespół – to multiartystyczne przedsięwzięcie muzyczno-literacko-wizualne. Nie zamyka się w ramach konkretnej kategorii muzycznej – style, instrumenty i rozwiązania muzyczne traktuje jak środki wyrazu, dobierając je dość swobodnie, by podkreślić głębię śpiewanych słów. Muzyka pozostaje tutaj na usługach emocji i historii, które te emocje opowiadają. Prócz wyciskających łez piosenek z dna duszy znajdziemy w twórczości zespołu sarkastyczne manifesty bezdennej złości, czy przypowieści o tym, że prawdziwe szczęście smakuje jak karmel z odrobiną soli. Obok waltorni, tuby, skrzypiec i gongów usłyszymy gitarę elektryczną (graną smyczkiem) i daksofon (wydrukowany na drukarce 3D). Obok ballad w klasycznych aranżacjach, dwugłosów wiolonczeli i oboju, znajdziemy psychodeliczną muzykę cyrkową, monumentalne utwory kojarzące się z muzyką filmową czy subtelne, minimalistyczne duety na fortepian i kobiecy głos. Dlatego fani grupy mówią, że muzyka SHE-la jest „z pogranicza wszystkiego”.

Patrycja Obara. Powiedzieć o niej, że jest twórczynią zespołu – to nic nie powiedzieć. Wizjonerka. Concept album STORIES stworzyła w sprzeciwie wobec lansowanej w mainstreamie dyktaturze szczęścia, a także w hołdzie własnemu Cieniowi. Jak sama mówi, “STORIES to opowieść o prawdzie, z którą w sobie najtrudniej się zmierzyć: o słabości, strachu, złości i tęsknocie. O jungowskim Cieniu. Na Cień nie zwraca się uwagi. Z Cieniem się nie rozmawia i nie bawi. Z Cieniem nie wypada pokazywać się w towarzystwie. Cień kładzie się na ziemi u naszych stóp obutych w wysokie obcasy, tak jakby te obcasy miały nas uchronić przed unurzaniem się w błocie. Ale jeśli nie rozmawiasz ze swoim Cieniem, to tak, jakbyś przestał patrzeć ludziom w oczy. To tak, jakbyś wychodził z domu bez duszy”. Nim weszła na ścieżkę muzyczną, przedarła się przez chaszcze uniwersytetów, nauk społecznych i międzynarodowych talków. Rzucając wyzwanie edukacji, stworzyła szkołę muzyczną od podstaw. Będąc piętnastolatką napisała, że pierwszą dobrą decyzję podjęła w brzuchu matki: postanowiła zostać Kobietą. Potem własnemu feminizmowi nadała osobowość, która podoba się nawet mężczyznom. Mówią o niej, że w życiu wybiera swoje jedno wielkie marzenie, a potem je spełnia. Po czym bierze się za następne. Skutecznie i nieprzerwanie skupia wokół siebie ludzi, którzy chcą kroczyć obok niej i tworzyć razem z nią. Pisze teksty, których nieprzebrane bogactwo emocjonalnego przekazu rzuca na kolana najbardziej wymagających literatów i wielbicieli słowa. Anglistka, managerka, szefowa, kompozytorka, maestra i samo zdrowie.

Marcin Grabosz. Dołączył do zespołu w styczniu 2018 roku.  Jest pianistą, kompozytorem i dyrygentem. Jako pianista koncertował m.in. w Rosji, Austrii, Słowacji, Holandii i w Niemieczech, a jako akompaniator uczestniczy w kursach na terenie całego kraju. Łącząc miękkość gry pianisty klasycznego i otwartość interpretacyjną, która pozwala mu aranżować i grać kompozycje związane z piosenką aktorską (współpracuje między innymi z Akademią Sztuk Teatralnych we Wrocławiu), Marcin nadał utworom SHE-la nieco inny kolor. W trakcie koncertów SHE-la jego fortepian rozmawia z innymi instrumentami, prowadzi dialog z wokalem, wypełnia ciszę, tam, gdzie wypełnić ją trzeba, a pozostawia ciszę tam, gdzie wybrzmieć mają emocje.

Wiktoria Ulatowska.  Ma wszystkie kwalifikacje niezbędne, żeby być oboistką SHE-la: potrafi zagrać tak pięknie, że przechodzą ciarki i tak brzydko, że bolą zęby. Wiktoria to wrocławianka, absolwentka Akademii Muzycznej w Katowicach, oboistka w Filharmonii Opolskiej. Czasem jednak opuszcza Śląsk i koncertuje w Europie, Azji i Stanach. Lubi nowe wyzwania i podejmuje się grania w zespołach o różnych składach i stylach muzycznych, od baroku po muzykę współczesną.

Renata Raczyło. Gra na klarnecie basowym. Wybrała ten instrument ze względu na jego niesamowite brzmienie. Można bawić się tym brzmieniem –
grać pięknie i brzydko, pozwolić mu brzmieć jak klarnet basowy albo jak saksofon. Kiedy Renata na nim gra, cały świat dla niej znika – jest tylko on i ona. Renia koncertowała w Europie, Azji i Kanadzie, zarówno solo, kameralnie, jak i orkiestrowo. Dołączyła do zespołu SHE-la ku wielkiej uldze Wiktorii – bo u nas nie da się pomylić klarnetu z obojem.

Zuzia jest wiolonczelistka i absolwentką Akademii Muzycznej we Wrocławiu. Granie zespołowe to coś, w czym odnajduje się najlepiej i co sprawia jej największą przyjemność. Ma na swoim koncie liczne koncerty kameralne i orkiestrowe w kraju i za granicą, ale nie stroni także od muzycznych eksperymentów. Zagrała między innymi improwizacyjny koncert z Cloud Theater podczas jednej z edycji Sofar Sounds Wrocław, stając się tym samym prawdopodobnie jedyną wiolonczelistką na świecie, która zagrała w duecie z drukarką 3D (reżyser pieszczotliwie nazwał drukarkę Marylką – i tak już zostało). Ale nasza Zuzia nawet z takim, dość introwertycznym, wykonawcą potrafi się pięknie muzycznie porozumieć. Jest autorką partii wiolonczeli w naszym „Violin” i współautorką rozdzierająco pięknej aranżacji smyczków w „My Everything”.

Aneta jest absolwentką Akademii Muzycznej we Wrocławiu. Od najmłodszych lat zawiązana jest z muzyką, zaczynając od fortepianu kończąc na kontrabasie. Ostatecznie postawiła na grę zespołową – od najmniejszych, dwuosobowych zespołów po największe orkiestry symfoniczne. Aneta zna wszystkich i wszystko potrafi załatwić. To do niej zwraca się Patrycja ze swoimi kolejnymi niemożliwymi pomysłami – „a tutaj by weszła tuba”, „w tym utworze MUSI zabrzmieć waltornia”. Kontrabas Anety też potrafi wszystko – nie tylko grać, ale i brzęczeć, mruczeć, czy na przykład chichotać, jak w „Impeccable”. I prawdopodobnie Aneta więzi w nim mewę. Tak przynajmniej nam się wydaje po przesłuchaniu „My Everything”, do którego smyczki napisała wraz z Zuzią Dzienniak.

Przemek to kompozytor, aranżer, perkusista i nasza zespołowa oaza spokoju. Jest absolwentem Akademii Muzycznej we Wrocławiu w klasie kompozycji i laureatem ogólnopolskich i międzynarodowych konkursów kompozytorskich i wykonawczych. Jako muzyk i kompozytor współpracuje między innymi z Cloud Theater, Teatrem Muzycznym Capitol we Wrocławiu i Narodowym Forum Muzyki a także, oprócz SHE-la, z zespołami SMS Blues, Karpeta Jazz Brothers, Old School Jazz Trio, Nestor Band. U nas w zespole – oprócz gry na perkusji i różnych przeszkadzajkach – napisał większość pięknych aranżacji dla smyczków oraz zaaranżował bluesowy chórek do „Caramel”. Rozkołysał nam zespół i nie ma takiej rzeczy, której by nie zagrał – czy to fale oceanu, czy pościg lub szaleństwo zmysłów.